Numero uno

Uwielbiam mapy. Papierowe. Nawet teraz, gdy telefony oferują dokładność wskazań podobną do turystycznych odbiorników GPS, a fixa łapią szybciej od nich, gdy niemożliwością jest konkurowanie papieru z mapami wektorowymi  i możliwościami oferowanymi przez aplikacje w rodzaju Locusa przezwanego przez Stanisława w Chinach LostUsem, ja ciągle kupuję papierowe. Ot, na pamiątkę, zamiast ciupagi. Ale w terenie…

Znów nie Lwów

Drugi raz w tym roku, podobnie jak w przypadku Astany,  testowaliśmy nowe połączenie lotnicze. Do Pekinu też polecieliśmy nowo uruchomioną trasą. W nowym roku narodowy przewoźnik zaczął latać do Kazachstanu, a najstarszy istniejący port lotniczy w Polsce dorobił się połączenia do stolicy Ukrainy. Żal nie skorzystać. Chociaż nie wynagrodzi to nijak nieodżałowanych, a dawno skasowanych…

Biwak pod zielonym niebem

Dostęp do lustra na wygodnym kempingu zaowocował powstaniem dylematu, czy pysk jest taki ogorzały, czy też od gorzały? Ustaliliśmy, że to jednak efekt działania wiatru i niskich temperatur. Obu zjawisk miało nam w rozpoczynającym się dniu nie brakować, wręcz przeciwnie, tym bardziej, że dołączył do nich deszcz momentami padający poziomo. Już po kilku chwilach przekonaliśmy…

In sorte Diaboli

Akureyri Wizyta w Stolicy Północy, przynajmniej kulturalnej oznaczała dla nas zupełną odmianę. Miasto omietliśmy wzrokiem z pewną dozą sympatii dzięki skojarzeniu ze scenografią kojarzącą się z niezapomnianym „Przystankiem Alaska” ale to wszystko. Niczego wartego szczególnej uwagi nie dojrzeliśmy. Przy czym nie było mowy o rozczarowaniu, na tę wyspę cudów nie przyjeżdża się w poszukiwaniu perełek…

Latem szukaliśmy jesieni, znaleźliśmy zimę

Po zachodzie słońca spotkanym przy Detifoss niezrażeni zapadającymi ciemnościami ruszyliśmy na północ, wszak zmierzch trwa w tych szerokościach geograficznych i trwa… Dla nas oznaczało to niemal godzinę na znalezienie noclegu. Kjölur, bo taką historyczną nazwę nosi F35, cieszy się opinią idealnej dla początkujących amatorów Islandii i rozpoczęcie przygody z interiorem. Wszystkie przeprawy na tej drodze…

Widoki są darmowe

Niewiele osób otwarcie przyzna się do sympatii do niemczyzny, ale nie sposób zaprzeczyć, że ukuli niemiaszki przynajmniej kilka genialnych terminów. Jeden z nich, dawno temu adoptowany w Wielkopolsce i na Śląsku, dziś bryluje w słownikach języka polskiego. Rajzefiber jednak tej podróży nie towarzyszył. Troszkę to… szkoda, bo jej planowanie ze zmiennym natężeniem trwało od pięciu miesięcy, oczekiwanie…

Oko w oko z Sauronem

Podróż pociągiem nie dostarczyła emocji. Z pewnością dlatego, że zdecydowaliśmy się na kupe (czteroosobowy przedział) zamiast osławionej płackarty. Wahaliśmy się, bo Stanisław i Kajetan jeszcze nie mieli przyjemności podróżowania w bezprzedziałowym wagonie sypialnym ale wygrało nasze wygodnictwo. Cena była bez znaczenia, bo różnica wynosiła zaledwie dziesięć złotych. Tempo kolei kazachskich jest zaprawdę szaleńcze. Pięćset kilometrów…

Najbrzydsza stolica na świecie

Noc w jurcie zapamiętamy na długo. W październiku na Islandii, mimo że namiot pokryty był szronem wydawało się, że jest jeśli nie cieplej, to przynajmniej podobnie. Z drugiej strony muszę przyznać, że tam nastawieni byliśmy na arktyczne warunki, a tu przyjechaliśmy na wywczas spodziewając się czterdziestostopniowych upałów. Pierwsze chwile dnia spędziliśmy podziwiając okolicę, stada zwierząt…

Kałmuk opipiały

Prognozy się potwierdziły – leje. I lać przez przynajmniej pół dnia będzie. Planowaliśmy jechać w góry, do jeziora Song-kul ale w taką pogodę z widoków nici, więc nie ma po co. Nie ma tego złego, postanawiamy ruszyć na północne wybrzeże, obejrzeć rysunki naskalne, a kiedy i jeśli się wypogodzi, to po południu powinniśmy i tak…

Miasto duchów i mogiła Szatana? Niebiańsko!

  Około 6:00 wychyliłem głowę z namiotu, a Bezimienny powitał mnie merdaniem ogona. Widoki już poprzedniego dnia były świetne, rankiem okazały się cudne. Nimbusy przewiało albo się wypadały, w porannym złotym świetle okoliczne górskie łąki prezentowały się jeszcze lepiej. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do otwarcia granicy więc postanowiłem się rozejrzeć. Gospodyni w towarzystwie matki albo…

To źli ludzie są

Całą noc lało, a deszcz usypiająco bębnił w parapet. Mimo to o uzgodnionej porze stawiliśmy się na śniadaniu, dość obfitym ale czy smacznym? Miałem wątpliwości. Tak, czy siak, jajecznica zawsze jest opcją do przyjęcia. Punktualnie o 9:00 czyli o godzinie rozpoczęcia pracy stawiliśmy się w biurze parku, niemal sąsiadującej z hotelem. Skłamałbym gdybym napisał, że…

Czarownice i mnich bez głowy

Kanion Szaryński Noc minęła spokojnie, solfugi nie przyszły, żadnych nadprzyrodzonych i przerażających zjawisk również nie doświadczyliśmy. Mamy nadzieję że „wielbłądzie pająki” uda się zobaczyć nad jeziorem Issyk albo w południowym Kazachstanie, a na razie pozostajemy pod wrażeniem innego spotkania. Poprzedniego dnia  jadąc przez step zatrzymaliśmy się na gruntówce prowadzącej do parkowej strażnicy żeby podziwiać bezmiar…