Traktor w kościele

Rozpoczęliśmy przedostatni etap naszej wycieczki po Izraelu i tym samym serię utarczek z nieobecnymi dotąd przeciwnościami losu. Niezbyt uciążliwymi ale jednak przeciwnościami. Jak dotąd, bez nich było nam przyjemniej. A to samoobsługowe przedpłacane dystrybutory na stacji benzynowej wszystkie komunikaty wyświetlały wyłącznie po hebrajsku i nie dopuszczały zmiany języka więc znów wczuć się było trzeba w…

Migiem po pustyni

Morza, choćby i trzy to tylko klamra, którą spięliśmy naszą izraelską wycieczkę. Największą jej atrakcją miała być pustynia. Negew Pustynia.  Nic tam nie ma! I bywa, że ta pustka jest przerażająca, zwłaszcza przed zmierzchem. Gołe skały, żwirowe pola złowrogo chrzęszczące pod butami, żywego ducha wokoło, żadnego zwierzęcia,  a bywa, że jednego zielonego kiełka w zasięgu…

Klątwa szacha Nadera

Owda Cztery godziny lotu wystarczają aby z nieszczęsnej Ławicy dolecieć na najgorsze lotnisko świata, jakim tu i ówdzie okrzyknięto negewską lub – jakby chcieli gospodarze – czerwonomorską Owdę. Taka ona nadmorska, jak nie przymierzając Szczecin. A nawet mniej, bo wody tu nie ma wcale, a w Szczecinie jest przynajmniej Dąbie. Dzisiejszy port lotniczy jeszcze w…

(Za) krótki piątek

Któregoś jesiennego dnia, gdy za oknem hulał kolejny orkan, dotarło do nas, że ostatniego lata nie zamoczyliśmy w morzu nawet palca. Toż to prawdziwy skandal, a nawet poruta! „Kirgiskie morze” się nie liczy. Issyk-kul jest co prawda na tyle duże, że jeśli spojrzeć wzdłuż, to drugiego brzegu nie widać, słodkie też nie jest ale nawet…

Numero uno

Uwielbiam mapy. Papierowe. Nawet teraz, gdy telefony oferują dokładność wskazań podobną do turystycznych odbiorników GPS, a fixa łapią szybciej od nich, gdy niemożliwością jest konkurowanie papieru z mapami wektorowymi  i możliwościami oferowanymi przez aplikacje w rodzaju Locusa przezwanego przez Stanisława w Chinach LostUsem, ja ciągle kupuję papierowe. Ot, na pamiątkę, zamiast ciupagi. Ale w terenie…

Znów nie Lwów

Drugi raz w tym roku, podobnie jak w przypadku Astany,  testowaliśmy nowe połączenie lotnicze. Do Pekinu też polecieliśmy nowo uruchomioną trasą. W nowym roku narodowy przewoźnik zaczął latać do Kazachstanu, a najstarszy istniejący port lotniczy w Polsce dorobił się połączenia do stolicy Ukrainy. Żal nie skorzystać. Chociaż nie wynagrodzi to nijak nieodżałowanych, a dawno skasowanych…

Biwak pod zielonym niebem

Dostęp do lustra na wygodnym kempingu zaowocował powstaniem dylematu, czy pysk jest taki ogorzały, czy też od gorzały? Ustaliliśmy, że to jednak efekt działania wiatru i niskich temperatur. Obu zjawisk miało nam w rozpoczynającym się dniu nie brakować, wręcz przeciwnie, tym bardziej, że dołączył do nich deszcz momentami padający poziomo. Już po kilku chwilach przekonaliśmy…

In sorte Diaboli

Akureyri Wizyta w Stolicy Północy, przynajmniej kulturalnej oznaczała dla nas zupełną odmianę. Miasto omietliśmy wzrokiem z pewną dozą sympatii dzięki skojarzeniu ze scenografią kojarzącą się z niezapomnianym „Przystankiem Alaska” ale to wszystko. Niczego wartego szczególnej uwagi nie dojrzeliśmy. Przy czym nie było mowy o rozczarowaniu, na tę wyspę cudów nie przyjeżdża się w poszukiwaniu perełek…

Latem szukaliśmy jesieni, znaleźliśmy zimę

Po zachodzie słońca spotkanym przy Detifoss niezrażeni zapadającymi ciemnościami ruszyliśmy na północ, wszak zmierzch trwa w tych szerokościach geograficznych i trwa… Dla nas oznaczało to niemal godzinę na znalezienie noclegu. Kjölur, bo taką historyczną nazwę nosi F35, cieszy się opinią idealnej dla początkujących amatorów Islandii i rozpoczęcie przygody z interiorem. Wszystkie przeprawy na tej drodze…

Widoki są darmowe

Niewiele osób otwarcie przyzna się do sympatii do niemczyzny, ale nie sposób zaprzeczyć, że ukuli niemiaszki przynajmniej kilka genialnych terminów. Jeden z nich, dawno temu adoptowany w Wielkopolsce i na Śląsku, dziś bryluje w słownikach języka polskiego. Rajzefiber jednak tej podróży nie towarzyszył. Troszkę to… szkoda, bo jej planowanie ze zmiennym natężeniem trwało od pięciu miesięcy, oczekiwanie…

Oko w oko z Sauronem

Podróż pociągiem nie dostarczyła emocji. Z pewnością dlatego, że zdecydowaliśmy się na kupe (czteroosobowy przedział) zamiast osławionej płackarty. Wahaliśmy się, bo Stanisław i Kajetan jeszcze nie mieli przyjemności podróżowania w bezprzedziałowym wagonie sypialnym ale wygrało nasze wygodnictwo. Cena była bez znaczenia, bo różnica wynosiła zaledwie dziesięć złotych. Tempo kolei kazachskich jest zaprawdę szaleńcze. Pięćset kilometrów…

Najbrzydsza stolica na świecie

Noc w jurcie zapamiętamy na długo. W październiku na Islandii, mimo że namiot pokryty był szronem wydawało się, że jest jeśli nie cieplej, to przynajmniej podobnie. Z drugiej strony muszę przyznać, że tam nastawieni byliśmy na arktyczne warunki, a tu przyjechaliśmy na wywczas spodziewając się czterdziestostopniowych upałów. Pierwsze chwile dnia spędziliśmy podziwiając okolicę, stada zwierząt…