Brak żelazka

dnia

Rozpakowaliśmy się i rozgościliśmy w naszym nowym gniazdku, w zasadzie podobnym do tego, które mamy w Poznaniu. Ogarnęliśmy najbliższe otoczenie, skosztowaliśmy przed domem baozi i lokalnej, w nieostrym wydaniu – jak zapewniała na migi właścicielka lokalu – wersji ramenu. Ramen rozpalił niczym martenowski piec, a pierożki czy raczej bułeczki były czymś pomiędzy kluskami nazywanymi przez niewielkopolan pyzami, a czeskimi buchtami albo ukraińskimi pampuchami czyli małymi poznańskimi pyzami z farszem. Podobnie zresztą przygotowywanymi, bo na parze ale nie w drucianym koszyczku tylko bambusowych konstrukcjach.

Sąsiedzi dziwią się w windzie i podwórku, że im się tu jacyś laowai po obejściu panoszą ale robią to dyskretnie. W ogóle Chińczycy są mili i starają się być pomocni. Nie są jednak przy tym nachalni, żadne dzieciaki nas nie próbują łapać za nosy ani z wrzaskiem nie jesteśmy wytykani w tłumie. Chociaż tłum wrzeszczy. Nie tylko tłum, pojedynczy Chińczyk rozmawiający z drugim w cichym parku też wrzeszczy jakby go ta cisza wokół tłamsiła i  jego żywotnym interesom zagrażała.

Białych w Chongqing nie ma. Nie ma w ogóle, na ulicach, w porcie ani przy turystycznych atrakcjach ani w centrum, ani w metrze. Angielskiego, teoretycznie wszędobylskiego, też nie ma. Są chwytliwe slogany przy logotypach i szyldach, na okładkach książek i gazet napisane dużymi, widocznymi z daleka literami ale po przyjrzeniu się zostajesz sam na sam z chińskim. W metrze, na przystanku autobusowym, wszędzie. Po angielsku nie mówi niemal nikt. A nawet jeśli mówi, że mówi, to tylko tak mówi.

Mamy za to Maisie, której angielski jest bardzo ładny i sprawny. Maisie jest uśmiechnięta, bardzo miła i pomocna. Nawet na kolację nas zaprosiła tam, gdzie dają jeść nieostro. Niestety, przy okazji tak sobie. Dzięki temu skosztowaliśmy cifantuan zamiast hot-potu i już wiemy, że to był ostatni raz. I – podobnie zresztą jak wszyscy pracownicy wszystkich sklepów, które dotąd odwiedziliśmy – nie ogarnia idei żelazka. Ostro za to jemy na uniwersyteckiej stołówce, która okazuje się świetnym rozwiązaniem. W dwupiętrowym gmaszysku, gdzie na drugim piętrze część personelu zna angielskie liczebniki (przydatne, bo zamawiając potrawy potrzebujące dłuższej chwili na przygotowanie wydawane są numerki, które są potem głośno wywoływane) można, a nawet trzeba, co nie jest takie proste wybrać z kilkunastu potraw przygotowywanych wg uznania zamawiającego z kilkudziesięciu składników. Marynowane tofu z chili, a w zasadzie chili z dodatkiem tofu wymiata! I to wcale nie ostrością ani palącym smakiem. To jest zwyczajnie pyszne. Za to wody o smaku borówek i soli morskiej spróbować się nie odważyliśmy. Duriana ani cukierków również. Wystarczył oszałamiający zapach. Na razie, bo cukierki już do domu przytargaliśmy.

Oszałamia nie tylko jedzenie. Wszystko wokół też. Najbardziej architektura. Tu nie ma niskich budynków, średnio mają ze 30 pięter. A może to dlatego, że jesteśmy z Poznania?

No, chyba, że świątynie. Pod bokiem, po drodze na stację metra mamy taką jedną. Pasuje tu jak pięść do nosa.

Śródmieście kipi światłem, gwarem, klaksonami i muzyką. Na każdym kroku znajdziesz coś pysznego, a to mango sprzedawane przez handlarkę prosto z koromysłów, a to parówka po drodze z garnka na kijek do szaszłyka obtoczona zmielonym chili, pepperoni albo innym piri-piri, a to świńska raciczka albo kurze pazurki z gustownego kiosku. Na schodach do metra można kupić sumkę Prada albo odrzutowego drona na nabrzeżu. Takim dronem można się popisać wlatując nim w klucz gęsi przed wrzeszczącą damulką wyglądającą na trzynastoletniego podlotka odzianą w sukienkę od Gucciego z wiankiem z plastikowych stokrotek i migających diodowych światełek na głowie. A jeśli uda się trącić ptaka aplauz tłumu, już nie tylko wybranki, ociera się o spazm. Zaraz potem tłum wraca do zwyczajnych zajęć czyli kupczenia albo karaoke przy rozstawionych co trzy metry przynajmniej 60-calowych ekranach.

Ciszy brak. Tam, gdzie mogłaby zaistnieć, np. na szkolnych boiskach opuszczonych wieczorem przez młodzież pląsają pary w takt tanecznej muzyki. Pary, również jednopłciowe, zgrupowane są w drużyny, z których każda ma trenera. Od czasu do czasu organizowane są pomiędzy tymi grupami oficjalne zawody. A że grupy nie są jednolite i ich członkowie ćwiczą się w różnych stylach, to do nich potrzebna jest różna muzyka. I pląsa tak ze dwadzieścia par ramię w ramię na placyku ograniczonym z każdej strony przez multiwatowe wzmacniacze i głośniki wygrywające równocześnie ze trzy melodie. Kociokwik.

Kotów zresztą jest sporo i nikt za nimi nie goni z tasakiem i patelnią w ręku. Za psami też nie. Kejtry chodzą przystrojone w gustowne ubranka, a produkty ich przemiany materii są skwapliwie zbierane z ulic przez właścicieli. Oj, gdyby na Jeżycach tak też się dało…

Wróćmy jeszcze do Maisie, naszego dobrego ducha określanego tu jako Maisie-SuperHero. Można założyć, że pomaga, bo taka jej robota. Ale to chyba nie tak działa. Oni tacy są. Bo przecież strażnik nie musiał otwierać zamkniętej na głucho stacji metra po tym, jak zabawiliśmy za długo w ogródku przy operze.

dsc_7435

Nie tylko otworzył, ale zaprosił i oprowadził po stacji żebyśmy mogli się na własne oczy przekonać, że tego dnia z Great Theatre Station żaden pociąg już nie odjedzie. Zawołał koleżankę, która to  autorytetem czarnego munduru potwierdziła, tyle, że też na migi. A potem wywołała przez walkie-talkie koleżankę, która to zwerbalizowała. Głośno i wyraźnie ale po chińsku. Na koniec zaprowadzili nas do innego wyjścia, na migi pokazali którędy najbezpieczniej dostać się na chodnik biegnący po moście  Qiansimen. Kiedy wróciliśmy na Przecinek złapanie taksówki nie stanowiło żadnego problemu. Ostatecznie złapaliśmy pięć, bo kierowca nie znał angielskiego ani międzynarodowego migowego i nie skojarzył, że cudzoziemiec wskazujący punkt na mapie i pokazujący juany chce tam po prostu pojechać. Wezwał zatem na posiłki kolegów, a kiedy i to nie przyniosło oczekiwanego porozumienia – okolicznych handlarzy, kelnerów i przechodniów. Po kilku minutach chyłkiem opuściliśmy przekrzykujące się towarzystwo. Już na sąsiedniej ulicy wzbudziliśmy zainteresowanie obsługi zamykanej restauracji. Ustaliliśmy z kelnerem i czworgiem kucharzy właściwą intonację wyczytanego  w przewodniku wo xiang dao, przeryliśmy kieszenie w poszukiwaniu biletu do pobliskiej domostwu świątyni i ruszyliśmy kolejną taksówką w drogę. Na bilecie było zdjęcie i adres zapisany po chińsku.

wechat

Po chińsku i tylko po chińsku zapisane są też internetowe serwisy wszelkiej maści oferujące to samo, a nawet więcej niż zablokowane zachodnie odpowiedniki. Ot, choćby amap.com. Prawda, ze świetnie? Chlubnym wyjątkiem jest WeChat bijący rekordy popularności. Nawet zadzwonić za darmo do Polski się da.

Reklamy

8 komentarzy Dodaj własny

  1. Iwona Pyrka pisze:

    Super relacja!!! 🙂 Czytam z zapartym tchem 🙂 Buziaki Kochani 🙂

    Polubienie

  2. t_ski pisze:

    Również, aż się chce dalej i więcej! Czekam! 🙂

    Polubienie

  3. Plutka pisze:

    Redziu, zostałeś blogerem :-). Normalnie będziesz teksty pisał do informatora :-).Powiem Ci, że jestem lekko przerażona opowieściami. Ale ja cykor, więc wiadomo;). Trzymajcie się dzielnie!!!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Plocek pisze:

    Fajnie, fajnie, Pisz(cię) dalej, chętnie poczytam bo widzę, że się dzieje… 🙂

    Polubienie

  5. Plutka pisze:

    Redziu, zostałeś blogerem. 🙂 Następny informator piszesz Ty :-)! A tak w ogóle to troszkę mnie przerażają niektóre opowieści, ale ja cykor jestem, wiec wiadomo;)

    Polubienie

  6. Alicja.A pisze:

    Doskonaly tekst,chce wiecej i więcej…serio tam gdzie mieszkacie nie ma białych ludzi??
    A i taka sumke Prady poprosze 😁

    Polubienie

  7. MARCIN WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN I JUTRZEJSZYCH IMIENIN
    POWODZENIA

    Polubienie

    1. rredan pisze:

      Dziękuję bardzo 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.