10 lat później 

dnia

Pyry…”  powstały by umożliwić relacjonowanie naszej chińskiej przygody zza Wielkiego Firewalla. Skoro jednak ciągle są dostępne w sieci, a my już wróciliśmy, to czy muszą leżeć odłogiem? Niekoniecznie. Powracają zatem przy okazji próby dokończenia przerwanego dziesięć lat temu zwiedzania Prypeci.

Majowe przygody 2007 roku z Agnieszką często wspominamy i ciągle powodują naszą wesołość. Mieliśmy ich wtedy sporo, jeszcze przed wyjazdem pojawiło się  mnóstwo schodów  ale ostatecznie do Stefy Wykluczenia mimo przeciwności dotarliśmy. „Miasto duchów” obejrzeliśmy jednak tylko pobieżnie. Na zwiedzanie mieliśmy zaledwie jeden dzień, w dodatku wliczając w to przyjazd i powrót do Kijowa ale to nie jedyna przyczyna. Nasi przewodnicy, z jedynej wówczas firmy posiadającej akredytację pozwalającą na organizowanie turystycznych wyjazdów do Strefy po prostu nie stanęli na wysokości zadania. Problemy zaczęły się od pierwszego  kontaktu. Wysyłane wiadomości pozostawały bez odpowiedzi, nawet jeśli telefonicznie obiecywano nam co innego, a termin wyjazdu zbliżał się nieuchronnie. Nazwy kijowskiej firmy już sobie nie przypomnę, a maile zaginęły wraz z którymś z dawno nieużywanych kont. Za to doskonale pamiętam lwowskie biuro, dzięki któremu udało się dograć szczegóły i której pracownicy – jeśli dobrze pamiętam gratis, bez żadnej prowizji – zgodzili się pośredniczyć w kontaktach z organizatorem, a przede wszystkim zdobyli nam bilety do Kijowa, co dopiero we Lwowie okazało się problemem, a czego nie braliśmy nawet pod uwagę. W końcu Kijów, to nie Krym. A jednak. Скарби Свиту istnieją do dziś i organizują nawet wyjazdy do Strefy: Чорнобиль – місто-привид.

dsc_7353

Mieliśmy sporo atrakcji komunikacyjnych. Плацкарт do Kijowa z miejscami na korytarzu to była igraszka, więcej rozkoszy zapewniły nam PKP w swoim flagowcu relacji Szczecin – Przemyśl. W pierwszy dzień długiego majowego weekendu. Takiego, kiedy dwa dni urlopu zapewniają 9 dni laby. To właśnie wtedy po raz ostatni miałem do czynienia z wchodzeniem do wagonów oknem. Z kolei wewnątrz Strefy nasz autobus kursował przede wszystkim na trasie łączącej poszczególne czarnobylskie магазини, w których przewodnik wraz z kierowcą zaopatrywali się w kolejne puszki Славутич Світле. Zwieńczeniem transportowej ekwilibrystyki było „porwanie” lwowskiej marszrutki, którą z piskiem łysych jak kolano opon zajechaliśmy na przemyski dworzec na zaledwie kilka minut przed odjazdem powrotnego pociągu.

Owszem, zobaczyliśmy Czernobyl, wysłuchaliśmy wykładu, odwiedziliśmy elektrownię, zmierzyliśmy promieniowanie w Czerwonym Borze i przespacerowaliśmy się brzegiem rzeki w okolicach portu z wrakami statków, a wreszcie ruszyliśmy w ramach czasu wolnego pomiędzy budynki Prypeci zaglądając do wnętrz kilku z nich ale niedosyt pozostał.

Po powrocie zaglądałem od czasu do czasu na pripyat.com, a od kiedy się pojawiły dodawałem do ulubionych strony polskich firm organizujących wyprawy i chociaż coraz rzadziej, to pomysł ponownego wyjazdu do Prypeci powracał. Niezmiennie odkładany do szuflady kiedyś. Aż do dzisiaj. Pacholę do Londynu, zaś ja z kilkoma znajomymi z poznańskiej eki OCPL ruszam w stronę granicy z Ukrainą. Dziś celem jest Korosteń.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s