Kałmuk opipiały

dnia

Prognozy się potwierdziły – leje. I lać przez przynajmniej pół dnia będzie. Planowaliśmy jechać w góry, do jeziora Song-kul ale w taką pogodę z widoków nici, więc nie ma po co. Nie ma tego złego, postanawiamy ruszyć na północne wybrzeże, obejrzeć rysunki naskalne, a kiedy i jeśli się wypogodzi, to po południu powinniśmy i tak zdążyć wspiąć się nad jezioro.

W Kirgistanie jest wiele miejsc, w których można podziwiać petroglify, a nad jeziorem w pobliżu najbladziej  popularnej issykulskiej miejscowości, Chołponaty, znaleźć można kilka tysięcy rysunków zgrupowanych w kilku skupiskach. Najbardziej znane są te położone w granicach wakacyjnej miejscowości. I to właśnie nas od nich odstręcza. Znamy te postsowieckie kurorty aż za dobrze żeby do nich tęsknić. Na szczęście największe skupisko starożytności znajduje się nieopodal wsi Ornok (Өрнөк), kilkanaście kilometrów przed Chołponatą. Nie do końca wiemy gdzie, nasza wiedza ogranicza się do tego, że trzeba zjechać z asfaltu i jechać kilka kilometrów w stronę gór. Petroglify w Ornoku chociaż to najważniejsze ich skupisko nie jest w żaden sposób oznaczone ani dozorowane. Obszar z wyrytymi na głazach wzorami zajmuje 6×8 km, na których skatalogowano ich niemal pół tysiąca.

Bez przygód, zwłaszcza z drogówką, docieramy do Ornoku. Pozostaje znaleźć właściwą drogę i same rysunki. Typujemy drogę i postanawiamy nasz typ potwierdzić u babuszek sprzedających na drodze morele. Na bank są stąd, na pewno będą wiedzieć. Kupujemy przy okazji trochę owoców, bo wyglądają świetnie. Chwilę później okaże się, że nadają się jedynie na kompot, bo psiary kwaśne są strasznie. Z interesującymi nas informacjami też nie jest lekko, babcie za nic nie kojarzą, o co nam chodzi i co to są te петроглифы”. Zmóżdżamy się okropnie żeby wyjaśnić o co nam chodzi aż w końcu pada kluczowe рисунки на камне”. Śmiechu było co nie miara. Okazuje się, choć panie starają się być pomocne, że nie są zgodne, co do tego jak daleko musimy jechać. Pada nawet „30 km” ale przynajmniej potwierdzamy, że drogę wybraliśmy poprawnie i dowiadujemy się, że ma swoją nazwę: ałmatyńska. Wszak przez graniczne pasmo Kungej Ałatau przełęczami Kokajryk (Кок-Айрык, 3889 m n.p.m.), doliną Czongkemin (Чоң Кемин) pomiędzy szczytami czterotysięczników, przełęcz pod Jeziornym (Перевал  Озёрный, 3551 m n.p.m) i znane nam już Wielkie Jezioro Ałmatyńskie prowadzi prosto do Ałmat. No tak, przejechaliśmy niemal dwa tysiące kilometrów żeby znaleźć się zaledwie pięćdziesiąt od miejsca, w którym po raz pierwszy przekręciłem kluczyk w stacyjce dzielnego Patriota. Widoczność jest żadna, więc coż nam po tym, że na Kokajryk UAZ wspiąłby się bez problemu? Czongkemin – tak, to ta właśnie dolina, w której znajdowało się epicentrum trzęsienia Ziemi, które spowodowało powstanie odwiedzonego kilka dni wcześniej jeziora Kajyngdy.

DSC_8718_19_20

Po chwili kluczenia po pastwiskach dojeżdżamy do celu. To znaczy, tak nam się wydaje, a podejrzenia potwierdza spotkany między głazami Francuz. Na oko sześćdziesięciolatek z sumiastym wąsem jakiego nie powstydziłby się sam Zagłoba i głęboko nasuniętym kapeluszem pasowałby bardziej do scenerii Allo Allo!” niż skąpanego w deszczu Tien Szanu. Zamiast pykać fajkę w wygodnym fotelu sącząc Bordeaux zawstydza nas nienagannym rosyjskim i wyjaśnia, gdzie i jakich motywów szukać, oraz które z nich są  szczególnie warte uwagi.

Po chwili zostajemy sam na sam z deszczem i kamieniami. Ornockie petroglify nie są czymś sensacyjnym i pod tym względem nie umywają się do Ughtasar. Są stosunkowo młode, wyryte zostały w epoce brązu i żelaza przez Saków i później ludy tureckie podczas, gdy wiek tych drugich ocenia się na 12000 lat. Niemniej, na awaryjne zwiedzanie nadają się w sam raz.

Współrzędne miejsca, w którym zaparkowaliśmy to N 42° 38.108′ E 76° 52.073′, trzeba do niego przejechać niewiele pond 4 km drogą gruntową.

Deszcz zelżał ale pogoda ciągle nie poprawia się na tyle byśmy chcieli już ruszyć w góry. Postanawiamy jednak zajrzeć do muzeum w Czołponacie. Zgodnie z tym, czego się spodziewaliśmy robi o wiele mniejsze wrażenie ale spotykamy tam przewodniczkę, która nie tylko kasuje symboliczna opłatę za wstęp ale również odpowiada na kilka nurtujących nas pytań.

DSC_8770_1_2

Przy okazji oglądamy bałbały, przedislamskie stele przypominające pruskie baby. Mimo, że panuje zgoda co do ich przeznaczenia, to jednak toczą się spory na temat tego, co przedstawiają. Zgodnie z nazwą, pochodzącą od tureckiego baba oznaczającego przodka powszechnie uważa się, że są to podobizny zmarłych, choć część badaczy uważa, że raczej pokonani przez pochowanego wrogowie. Jeszcze inni, będący w zdecydowanej mniejszości,  z kolei twierdzą, że żadne to stele ale przedmioty kultu, co miałoby znajdować potwierdzenie w składanych bałbałom ofiarach na terenie południowego Kazachstanu.

DSC_8782_3_4

W końcu wypogadza się na tyle, że ruszamy w drogę. Kiedy ponownie dojeżdżamy do Bałykczy temperatura zbliża się do standardowych wartości, około trzydziestu stopni.

DSC_8797_8_9

Droga na przełęcz Калмак-Ашуу (3447 m n.p.m) wbrew niesprzyjającej pogodzie okazała się łatwa i przyjemna. Pomimo nisko zawieszonych chmur była też widowiskowa, a w górnej części przebiega przez kilometry łąk wyglądających jak pola kwiatów, niczym holenderski Keukenhof. Zabrakło jedynie jaków.  Oczywiście jest szutrowa ale bardzo dobrze utrzymana, w niczym nie przypomina tej prowadzącej do Kajyngdy i spokojnie można się na nią poważyć dysponując najzwyklejszą osobówką.

20369182_10203538359817564_6915233489602539949_o

Nawet grupa strapionych mężczyzn tuż za przełęczą próbująca uruchomić rozkraczony samochód z pewnością była tego samego zdania. Cóż, Audi 80, które odmówiło im  współpracy zrobiło to z pewnością z powodu wieku i wyeksploatowania, a nie tej konkretnie drogi. Naprawiane naprędce i prowizorycznie auta na poboczach kirgiskich i kazachskich szos nie są zresztą niczym niezwykłym. Podobnie, jak kanały naprawcze z najazdami i rampami powszechne na przydrożnych parkingach, również tych dopiero co budowanych wzdłuż najnowszych autostrad. Informują o nich specjalne znaki drogowe.

Towarzystwo skupione nad, co tu kryć, wrakiem jako żywo przypominało wojowników z historycznych rycin przedstawiających mongolskie najazdy na rubieże Rzeczypospolitej. Jakże byli różni od wszystkich dotąd spotkanych mieszkańców Azji Środkowej, nawet tych o najbardziej orientalnych rysach. Twarze skryte pod ciężkimi czapami albo w kapturach ciemnych, grubych kurtek przypominających kaftany widzieliśmy tylko przez mgnienie potrzebne na wyminięcie tarasującego część drogi samochodu. Ale zrobiły przemożne wrażenie w czym z pewnością dopomogło dodające grozy obcym obliczom gasnące pod ołowianym niebem światło wieczora. Oczywiście nie było tam żadnych wrogich gestów, pokrzykiwań, nic z tych rzeczy. Jedynie wzrok podniesiony w chwilowym zaciekawieniu:
– A któż to jedzie? Może kto znajomy? Jednak nie…

Kałmuk_-_Franciszek_Szwoch.jpg
Kałmuk, 1917, Franciszek Szwoch

Ашуу znaczy przełęcz, Калмак tłumaczyć z pewnością nie trzeba. Gdyby machnąć portret któremukolwiek z panów można by go nazwać Portret Kałmuka na przełęczy swego imienia”. Pojęcia oczywiście nie mamy, czy ludzie ci faktycznie z Kałmukami mieli cokolwiek wspólnego ale jak wiadomo skojarzenia chadzają niczym koty własnymi drogami.

Spośród wielu poznańskich gwarowych określeń osób o pewnym charakterystycznym nastawieniu do otaczającej rzeczywistości kałmuk ma znaczenie podobne, co najchętniej w naszym domu używany brynkot czasami zmieniający się w obręcz. To ostatnie nie jest gwarowe, bo to tylko rodzinny neologizm z gwary jedynie wywiedziony. A jaki jest ten poznański kałmuk? Zwykle jest opipiały. Zatem wszystko się zgadza, bo tacy też byli osobnicy pochyleni swym rozlyrotanym pojazdem.  Tak, ale jak to się ma do irracjonalnego zupełnie uczucia niepokoju towarzyszącego przelotnemu spotkaniu, a tak naprawdę słowu Kałmucy? Ano nijak.

„Ich ciemne, natłuszczone włosy połyskiwały w słońcu. Prawie granatowoczarne, były nawet ciemniejsze od moich, podobnie jak oczy i skóra jeźdźców. Mieli duże białe zęby, wydatne kości policzkowe i szerokie, jakby opuchnięte twarze.” – oto jest jedyne możliwe wyjaśnienie. Tak właśnie zaczyna się opis kałmuckich żołdaków w Malowanym Ptaku Kosińskiego.

Dla porządku, kończąc już ten temat, w ramach ciekawostki dodać należy, że w Kirgistanie istnieje wiele toponimów nawiązujących do Kałmuków i faktycznie mieszka w tym kraju około dwunastu tysięcy (wg. oficjalnych danych około 3000) potomków Ojratów będących grupą plemion kałmuckich. Pod koniec XVIII wieku większość z nich wyrżnęli Mandżurowie albo zabiła ospa. Nieliczni uciekli na Syberię albo dołączyli do nadwołżańskich Kałmuków. Jeszcze inni po walkach z Kazachami powrócili do Sinciangu. W 1881 roku po stłumionym tam powstaniu dungańskim grupa Ojratów wyemigrowała do Azji Środkowej i tak Ojraci osiedli nad Issyk-kul.  Poznański kałmuk nie ma jednak z nimi, językami tureckimi ani mongolskimi nic wspólnego.

Widoki z przełęczy skryte są za chmurami. Jutro będzie lepiej. Tymczasem jest mokro, wietrznie i zimno, termometr wskazuje zaledwie 7°C. Spodziewamy się, że w nocy temperatura na pewno spadnie jeszcze o kilka stopni więc spanie pod namiotami nie jest nęcącą perspektywą. Jedziemy szukać gościnnych jurt. Wśród około dwóch tysięcy rozstawionych wokół Song-kul wiele oferuje nocleg, są nawet całe hotelowe obozy. Podjeżdżamy do pierwszej opatrzonej tablicą z napisem Гостиница”. Tysiąc somów ze śniadaniem. Zapada zmrok, gospodarze przynoszą gorącą herbatę, lepioszki i swojskie masło. W łaski najmłodszego członka rodziny, może trzyletniej dziewczynki wkupujemy się przywiezionymi z Bałykczy czereśniami. Nasz gospodarz jest jednym z tych nielicznych krajowców, którzy bez problemu kojarzą Warszawę, Gdańsk, Kraków, a nawet potrafi określić położenie Poznania. Z pewnością dlatego, że służbę wojskową odbywał w Królewcu. Nie jest jednak pewny, czy miasto nadal jest częścią Rosji, a informacja o Rosjanach swobodnie jeżdżących do Polski na zakupy niezmiernie go zadziwia.  Nie wpadamy na to, żeby mu puścić mu Калининградцы в Польше Parovoza.Pogaduchy przerywa przyjazd kolejnych turystów. To para Kirgizów, o których powtarza się, że góry jako przedmiot turystyki absolutnie ich nie interesują. Od każdej reguły znajdzie się wyjątek. W czasie, w którym dziewczyna rozgaszcza się w jurcie, chłopak przychodzi do nas.
– Pierwszy raz nad Song-kul?
Zgodnie z prawdą potwierdzamy. Mieszkają w oddalonym o sto kilometrów Narynie, może dowiemy się czegoś ciekawego o okolicy, sprzedadzą nam jakieś interesujące informacje niedostępne turystom? Niestety, też przyjechali tu po raz pierwszy.  Później
rozmowa zmienia się w bardziej przesłuchanie niż pogawędkę, bo nasz nowy kolega dużo chętniej zadaje pytania niż opowiada o sobie. Pytania te, nawet jak na tutejsze standardy, do których zdaje się nam, że już przywykliśmy są wyjątkowo wścibskie i nachalne. Najdelikatniej jak tylko potrafimy wymigujemy się z dalszego ciągu zanim przyszło się legitymować wyciągami z bankowych rachunków i składać szczegółowe oświadczenia majątkowe.

Wiatr przegania chmury i choć przez krótką chwilę możemy oglądać rozświetlone tysiącami gwiazd niebo, na którym dostrzec można nawet fragment Drogi Mlecznej. Chociaż tyle i aż tyle.  Nie mniejsze wrażenie robią świecące w ciemnościach setki oczu otaczających jurty ze wszystkich stron. To ślepia stad owczych, końskich i bydlęcych, które wyglądają jakbyśmy przeżywali właśnie oblężenie armii zombie.

Zamiast zwyczajowego Kazachstanu raczymy się miejscowym Biszkiekiem, który pomimo etykiety z  pięcioma gwiazdkami smakuje jak nafta. Opatulamy się czym się da i niezależnie od naręczy koców oraz pierzyn zakopujemy się w śpiworach. Dobranoc!

 

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Mam nadzieję , że to nie koniec

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s