(Za) krótki piątek

dnia

Któregoś jesiennego dnia, gdy za oknem hulał kolejny orkan, dotarło do nas, że ostatniego lata nie zamoczyliśmy w morzu nawet palca. Toż to prawdziwy skandal, a nawet poruta! „Kirgiskie morze” się nie liczy. Issyk-kul jest co prawda na tyle duże, że jeśli spojrzeć wzdłuż, to drugiego brzegu nie widać, słodkie też nie jest ale nawet Kirgizi używają słowa morze (deŋiz) z przymrużeniem oka i pozostają przy starodawnym, wspólnym dla wszystkich ludów tureckich köl. Stanisław co prawda przemoczył się spacerując we wrześniu po dnie Kanału La Manche ale z plażowaniem nie miało to nic wspólnego.

Korzystając z zimowej siatki połączeń postanowiliśmy wpisać się w tegoroczny trend i przyłączyć do rodaków gromadnie szturmujących czerwonomorskie wybrzeże, a przy okazji owe karygodne niedopatrzenie naprawić z nawiązką. Martwe, podobnie jak wspomniane Gorące jest co prawda tylko jeziorem, w dodatku jest od niego sześciokrotnie mniejszym ale pozostając przy tradycyjnej nazwie wyjeżdżając z Ejlatu i zmierzając do Tel Awiwu po pokonaniu mniej niż czterystu kilometrów i spędzeniu w samochodzie czterech godzin można się wybachać w Morzu Czerwonym, Martwym i Śródziemnym. Byle nie zapomnieć badejek spiesząc się przed szóstą rano na Ławicę. Nie trzeba wcale wyróżniać się nadzwyczajną siłą woli żeby takiego wyczynu dokonać i w jeden dzień.

Izrael jest piętnaście razy mniejszy od Polski i wraz ze wszystkimi okupowanymi terytoriami zajmuje powierzchnię stanowiącą zaledwie ⅔ województwa wielkopolskiego.

Trzy morza w trzy dni

My zaplanowaliśmy trzy morza w trzy dni. Igraszka: przylot do Ejlatu, wynajem jeździtka, nocleg na pustyni, Morze Martwe po drodze do Jerozolimy i wylot z Tel Awiwu. Cóż może być prostszego, co może się nie udać? A jednak zanim jeszcze ruszyliśmy się z domu okazało się, że to jeden z tych pomysłów dobrych ale niezbyt mądrych, a plan jest nie do zrealizowania. Na przeszkodzie stanęły dwie zmienne: lotnisko (VDA) i termin (piątek). Dostaliśmy lekcję z morałem potwierdzającym tezę mówiącą, że spontaniczność jest matką nienarodzonych dzieci, a w naszym przypadku nieziszczalnych planów. Rozbiło się o szabat. Nie to, żeśmy kulturowymi ignorantami. Nie po to się Singerem zaczytywałem żeby na szabasowych zwyczajach polec. Święcie przekonany jednak byłem, że jak świat światem tak świętowanie rozpoczyna się wraz z piątkowym zachodem słońca, a nawet w lutym w południe jest jeszcze do niego daleko. Nawet biorąc pod uwagę, że lotnisko jest barakiem umiejscowionym w Nigdziu, nawet spodziewając się drobiazgowej kontroli granicznej połączonej z długim wypytywaniem o Bóg wie co, wiedząc o konieczności dojazdu do miasta i rezerwując na to kilka godzin zakładaliśmy, że do zmierzchu pozostanie sporo czasu. Niestety, nie wzięliśmy pod uwagę, że do radości trzeba się jeszcze przygotować i firmy, w tym wypożyczalnie samochodów zamykają swe podwoje o 13:00. Jedna, jedyna trwa uparcie do 14:00, co oznaczało margines wynoszący kwadrans. W zgodzie z zasadą na przypale albo wcale” poszliśmy na to. Nie mogliśmy przewidzieć, że później przewoźnik zmieni rozkład i przesunie nasz lot o całą godzinę. A kiedy tak się stało, to oznaczało już kłopot. Poruszyłem ziemię i niebo, w końcu słynący z przedsiębiorczości starozakonni w turystycznej miejscówce na pewno coś wymyślili żeby interes mimo religijnych nakazów się kręcił. Otóż nie. W diasporze z powodzeniem stosowali wybieg w postaci zatrudniania szebes-gojów. W Izraelu mają w bród Arabów być może chętnych do pracy, a z pewnością wolnych od sobotnich zakazów. Mimo to, nic z tego. Sami nic nie wskóraliśmy ale dla Polaka nie ma rzeczy niemożliwych, prawda?

W duchu jakośtobędzieizmu ufałem, że furtka musi się znaleźć. A że Polacy są wszędzie, to jacyś musieli się znaleźć i w Ejlacie. Rozpytaliśmy znajomych o znajomych znajomych i rzeczywiście, wcale daleko szukać nie było potrzeby. Już witaliśmy się z gąską, już wyjść miało na nasze kiedy przyszła wiadomość od Polki, hebraistki mieszkającej kilkanaście lat w Izraelu. Zawiedliśmy się srodze czytając:

„Szabat generalnie jest kiepskim czasem na przylot do Izraela, chyba, że zna się wielu Arabów, ale zaryzykować szabatowy wyjazd z Ovdy, to trzeba mieć naprawdę duże jaja. Podziwiam i szanuję.”

Uśmialiśmy się nie mniej niż autorka tych słów. Oczywiście, można było zmienić plany. Choćby wsiąść do skorelowanego z lotem autobusu jadącego do Jerozolimy. Ale gdybyśmy nie zamierzali powędrować samopas po pustyni Nagew, nie łączylibyśmy przylotu do Ejlatu z wylotem z Tel Awiwu tylko po to żeby pół dnia tłuc się autobusem. Z tego samego powodu odpadało pozostanie do niedzieli nad Morzem Czerwonym i poranny wyjazd bezpośrednio do Tel Awiwu. Trzy dni i trzy morza. Z noclegiem na pustyni miało być i basta.

 

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Podsumowując, czeka Was chyba kolejny wyjazd do Izraela:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s