Podwójne szczęście

Fajrant! Możliwe, że praca nie jest tematem, o którym zaglądający tutaj chcieliby czytać ale przy takiej okazji nie sposób o niej nie wspomnieć. Fajnie było. Zleciało jak oka mgnienie i trochę jestem zdziwiony, że to już po wszystkim. Papierów faktycznie było mnóstwo ale udało się je sprawnie ogarnąć. Okazało się, że koledzy z dłuższym stażem…

Cicikowe skarby i inne kwiatki

Ciqikou, wymawiane jest niemal jak nasz cicik. Polecono nam je na wieść, że zostajemy w mieście na weekend. Kolejne ongiś miasteczko, a dziś dzielnica. Chociaż w tym przypadku dzielnica to zdecydowanie za dużo powiedziane. Zakątek to z kolei za mało, kwartał absolutnie nie pasuje, a osiedle kojarzy się poznańczykowi wyłącznie z wielką płytą i blokami,…

Wyjechaliśmy ale zostaliśmy

Tak, tak, znów będzie o weekendzie. Ale wiadomo dlaczego. Jak pisałem mamy już z górki do powrotu więc najwyższa pora zacząć zwiedzać intensywniej. W zeszłym tygodniu wybraliśmy się odwiedzić pandy, teraz też chcieliśmy coś zobaczyć. Zaplanowaliśmy jednodniowy wypad do pobliskiej „sennej mieściny” jaką – jeśli wierzyć opisowi w naszym przewodniku – jest Dazu. Bagatela, dziewięćset…

Nie ciąg dziadzi

Skojarzenie tytułu z zeszłoroczną inauguracją roku na SWPS jak najbardziej na miejscu. KMWTW. Ale do rzeczy: minął półmetek naszego pobytu w CQ. Shi er yue san shi hao nimen hui Bo lan – trzydziestego wracamy do Polski. Kto kto organizuje Sylwestra? Wymagań nie mamy wielkich, a kanapki z serem poczytamy za ucztę niebiańską. Na razie…

Tytułowo

Przyszedł czas i na tytułowe pyry. Te powyżej wyglądają całkiem zwyczajnie i poznańskiej pyrze pyry jak te po prostu muszą się podobać, tej, nie? Po widoku spodziewaliśmy się całkiem zwyczajnego obiadu ale takie rzeczy, to nie w Syczuanie. Bo po syczuańsku musi być ostro. Końcowy efekt rozminął się rzecz jasna z oczekiwaniami i wielkopolskimi gustami….

Świata podpalacze

Wygląda na to, że piątkowym wpisem zapeszyłem co nieco, bo co prawda ładna pogoda się utrzymała przynajmniej do niedzieli, za to na zdrowiu podupadliśmy. Młodego udało się zapasami przywiezionymi z Polski wyciągnąć na prostą ale z Agnieszką tak łatwo nie poszło. Ja trzymałem się do niedzielnego południa ale wtedy się i ze mną zaczęło. Chcąc…

Pipa w kieretynach

Nie chcąc marnować pięknej pogody na siedzenie w domu ruszyliśmy na spacer. Ciężko w megamieście o przyjemną, a przy tym nieodległą miejscówkę pozwalającą nacieszyć się przestrzenią, zielenią i błękitem nad głową. Wszechobecne wieżowce tę przestrzeń znacznie potrafią ograniczyć. Nawet jeśli – jak teraz, w drugiej połowie listopada – słońce zachodzi o dwie i pół godziny…

Zapowiada…

… się przyjemnie. W dodatku drugi raz widzimy tu błękitne niebo i cienie, które rzucamy. Wszechobecna czungcińska mgła (a może smog?) nareszcie zniknęły. Zatem, to może być niezły weekend. A co u Was?

Codzienność piątego kilometra

Wyobrażacie sobie może, że my tu nie wiadomo jakich egzotycznych atrakcji doświadczamy ciągle i wciąż, tymczasem u nas zwyczajna proza życia. Robota, lekcja chińskiego, jakiś wieczorny spacer, telefon do kraju i robi się północ. Jak teraz, a rano trzeba wstać. Skoro tak, to ostatni moment na post. Tym razem krótko, bo czas goni. Trzeba było…

Żydowscy malarze nie mają wzięcia

Jestem już ostatecznie przekonany, że szpilki oznaczają kłopoty. Nie, jeszcze nie korzystałem z licznych salonów masażu i akupunktury. Chociaż na naszym wszystko mającym osiedlu spod znaku dwóch jabłek można znaleźć i je. Chodzi o buty. Ja co prawda ich nie noszę ale Agnieszce się zdarza. Kiedy wybraliśmy się na pierwszy spacer wokół lokalnego Time Square,…

Kolcowój

Tak, chodzi o jagody w handlu nazywane goji słynące z niesamowitych właściwości i dobra, jakie przynosi ich spożywanie. Nie udało się handlowcom dotąd wzbudzić we mnie nic ponad przychylnym zainteresowaniem. Czego nie zdołali spece od wzbudzania potrzeb uczynił nieznany mieszkaniec CQ (jak się tu powszechnie skraca nazwę Chongqing). Otóż poprzedni lokator mieszkania po sąsiedzku zajmowanego…

Koń Maruda

Dziś mi przypadł wolny dzień, w dodatku po trzech deszczowych zaświeciło słońce, termometr pokazał prawie 20 stopni więc się całą famułą wybraliśmy na Nanshan. Nazwa znacząca tyle, co Góra Południowa jest myląca, bo to grzbiet z wieloma kulminacjami, a nie pojedynczy szczyt. Ciągnie się wzdłuż Jangcy przez pół miasta albo i lepiej. My wdrapaliśmy się…