Las trawy

Kilka tygodni w wiecznym hałasie potrafi dać w kość. Opowiadam czasem, że nie mogę się wyprowadzić na żadne suburbia, bo jako zwierzę na wskroś miejskie nie potrafię usnąć jeśli nie słyszę tramwaju, a na przedmieściach ich przecież nie ma. W Chongqing też nie ale tu nawet w środku nocy, pomimo, że sąsiedzi balang nie urządzają…

Kij na małpę

Dwa lata temu rozważaliśmy wycieczkę do Zhangjiajie jednak pomysł porzuciliśmy przede wszystkim z powodu komplikacji komunikacyjnych. Wspominałem i o nich. Nie były to trudności nie do pokonania ale ostatecznie zaważyły prognozy pogody. Te obiecywały warunki podobne do zastanych w Kuangsi więc dość chłodno, wilgotno i z ograniczoną widocznością. Nie może więc dziwić, że zamiast „na…

Podstąpin i Kopanica

Sobotnie plany trafił szlag, a skoro tak, to się wspomnienie niedawnej wycieczki  napatoczyło. Jest taki dowcip z długaśną brodą o pochodzie zmierzającym na stację i zaciekawionym bałerze pytającym o cel podróży: „Wohin? Wohin?”.  W odpowiedzi podanej w niezbyt wyszukany sposób usłyszał, że sąsiedzi się nie wybierają do żadnych Chin ale do Niemiec.  Takoż i nas…

Biwak pod zielonym niebem

Dostęp do lustra na wygodnym kempingu zaowocował powstaniem dylematu, czy pysk jest taki ogorzały, czy też od gorzały? Ustaliliśmy, że to jednak efekt działania wiatru i niskich temperatur. Obu zjawisk miało nam w rozpoczynającym się dniu nie brakować, wręcz przeciwnie, tym bardziej, że dołączył do nich deszcz momentami padający poziomo. Już po kilku chwilach przekonaliśmy…

In sorte Diaboli

Akureyri Wizyta w Stolicy Północy, przynajmniej kulturalnej oznaczała dla nas zupełną odmianę. Miasto omietliśmy wzrokiem z pewną dozą sympatii dzięki skojarzeniu ze scenografią kojarzącą się z niezapomnianym „Przystankiem Alaska” ale to wszystko. Niczego wartego szczególnej uwagi nie dojrzeliśmy. Przy czym nie było mowy o rozczarowaniu, na tę wyspę cudów nie przyjeżdża się w poszukiwaniu perełek…

Ciary na krybunach

W weekend przyszedł mail dotyczący Malty. Nie, nie tej w Poznaniu. Dziwne, prawda? Cóż może być zaskakującego na tej malutkiej śródziemnomorskiej wyspie? Przecież wiadomo o niej wszystko: pije się tam gorzkawe Kinnie i wcina pastizzi (pyszne) albo potrawkę z królika (niesmaczna), w przerwie pomiędzy zajęciami na kursie angielskiego ogląda się sztuczne ognie i luzzu w Marsaxlokk albo imprezuje w…

Na Kashyyyk, planecie Wookiech

Pierwszym etapem naszej podróży na południe Chin było Guilin. Jadąc z lotniska do hostelu przeżyłem spore rozczarowanie. Naprawdę spodziewałem się uroczego, górskiego miasteczka stylu Bardejowa dajmy na to. Dlaczego taką wizję sobie utkałem nie wiem. Gdy tylko dotarliśmy na miejsce sprawdziłem swoje źródła i nic podobnego nigdzie nie zostało napisane. Tymczasem podczas, gdy przez kilkanaście…

Dziwidło i stroigła

Mam ostatnio szczęście do filmowych miejscówek. Po Grze o Tron i Prometeuszu tak się złożyło, że za jednym zamachem załapaliśmy się tym razem na Cesarzową i Transformersów. Dzięki wycieczce integracyjnej. I na tym koniec podobieństw do Azure Window, a przede wszystkim Detifoss. Turystów przyciąga raczej ten drugi tytuł, a na jakieś UNESCO i ich wydziwy…