Migiem po pustyni

Morza, choćby i trzy to tylko klamra, którą spięliśmy naszą izraelską wycieczkę. Największą jej atrakcją miała być pustynia. Negew Pustynia.  Nic tam nie ma! I bywa, że ta pustka jest przerażająca, zwłaszcza przed zmierzchem. Gołe skały, żwirowe pola złowrogo chrzęszczące pod butami, żywego ducha wokoło, żadnego zwierzęcia,  a bywa, że jednego zielonego kiełka w zasięgu…

Klątwa szacha Nadera

Owda Cztery godziny lotu wystarczają aby z nieszczęsnej Ławicy dolecieć na najgorsze lotnisko świata, jakim tu i ówdzie okrzyknięto negewską lub – jakby chcieli gospodarze – czerwonomorską Owdę. Taka ona nadmorska, jak nie przymierzając Szczecin. A nawet mniej, bo wody tu nie ma wcale, a w Szczecinie jest przynajmniej Dąbie. Dzisiejszy port lotniczy jeszcze w…

Numero uno

Uwielbiam mapy. Papierowe. Nawet teraz, gdy telefony oferują dokładność wskazań podobną do turystycznych odbiorników GPS, a fixa łapią szybciej od nich, gdy niemożliwością jest konkurowanie papieru z mapami wektorowymi  i możliwościami oferowanymi przez aplikacje w rodzaju Locusa przezwanego przez Stanisława w Chinach LostUsem, ja ciągle kupuję papierowe. Ot, na pamiątkę, zamiast ciupagi. Ale w terenie…

Kałmuk opipiały

Prognozy się potwierdziły – leje. I lać przez przynajmniej pół dnia będzie. Planowaliśmy jechać w góry, do jeziora Song-kul ale w taką pogodę z widoków nici, więc nie ma po co. Nie ma tego złego, postanawiamy ruszyć na północne wybrzeże, obejrzeć rysunki naskalne, a kiedy i jeśli się wypogodzi, to po południu powinniśmy i tak…

Ciary na krybunach

W weekend przyszedł mail dotyczący Malty. Nie, nie tej w Poznaniu. Dziwne, prawda? Cóż może być zaskakującego na tej malutkiej śródziemnomorskiej wyspie? Przecież wiadomo o niej wszystko: pije się tam gorzkawe Kinnie i wcina pastizzi (pyszne) albo potrawkę z królika (niesmaczna), w przerwie pomiędzy zajęciami na kursie angielskiego ogląda się sztuczne ognie i luzzu w Marsaxlokk albo imprezuje w…