Oddział artylerii szydełkuje

Historia lubi się powtarzać ale nie zawsze jej to wychodzi. Los tym razem oszczędził mi zmagań z jetlagiem. A już na pewno w takiej postaci, jakiej doświadczyłem po przylocie do Chongqing przed dwoma laty, kiedy przez tydzień zmagałem się z odnalezieniem właściwego rytmu, a na koniec dopadło mnie potworne przeziębienie. Sięgnąłem wtedy po polecany przez…

Najmniejsza armia świata

Wspominaliśmy na „Pyrach….”  o herbacianych krzewach kwitnących zimą na stokach Nan Shan i o ogrodzie botanicznym przy okazji wycieczki do czungcińskiego Złotego Cielca. Tfu! Orła. W botaniku oglądaliśmy drugowojenne ambasady kilku państw funkcjonujące tu, kiedy Chongqing pełniło rolę stolicy Chin w zastępstwie Pekinu okupowanego wówczas przez Japończyków. Pomimo niedawnego zrównania z ziemią niemal wszystkich historycznych…

Bukry bez przepustki

Od południowych obrzeży Grodna bardziej podobało nam się na zachodzie i północy. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od odwiedzenia fortów Twierdzy Grodno. Ostatni bastion… … Imperium Rosyjskiego. Ale dlaczego ostatni? Powód jest prosty, po Grodnie żadnej twierdzy już nie wybudowano. Tak naprawdę nawet grodzieńskiej nie ukończono zanim Imperium się skończyło. Bo chociaż planowano i niezmiennie z mizernym rezultatem…

Hic sunt leones

Czyli postanowione: tego lata zostajemy w Polsce. Ale gdzie konkretnie? Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem wycieczki do wraku Orient Expresu stojącego na podterespolskiej bocznicy. Pociąg kusił już od dawna, a teraz czas zaczął naglić, bo gruchnęło niepokojącymi wieściami. Raz za razem docierały do nas coraz mniej ciekawe informacje. A to, że złomiarze już…

Podstąpin i Kopanica

Sobotnie plany trafił szlag, a skoro tak, to się wspomnienie niedawnej wycieczki  napatoczyło. Jest taki dowcip z długaśną brodą o pochodzie zmierzającym na stację i zaciekawionym bałerze pytającym o cel podróży: „Wohin? Wohin?”.  W odpowiedzi podanej w niezbyt wyszukany sposób usłyszał, że sąsiedzi się nie wybierają do żadnych Chin ale do Niemiec.  Takoż i nas…

Traktor w kościele

Rozpoczęliśmy przedostatni etap naszej wycieczki po Izraelu i tym samym serię utarczek z nieobecnymi dotąd przeciwnościami losu. Niezbyt uciążliwymi ale jednak przeciwnościami. Jak dotąd, bez nich było nam przyjemniej. A to samoobsługowe przedpłacane dystrybutory na stacji benzynowej wszystkie komunikaty wyświetlały wyłącznie po hebrajsku i nie dopuszczały zmiany języka więc znów wczuć się było trzeba w…

Migiem po pustyni

Morza, choćby i trzy to tylko klamra, którą spięliśmy naszą izraelską wycieczkę. Największą jej atrakcją miała być pustynia. Negew Pustynia.  Nic tam nie ma! I bywa, że ta pustka jest przerażająca, zwłaszcza przed zmierzchem. Gołe skały, żwirowe pola złowrogo chrzęszczące pod butami, żywego ducha wokoło, żadnego zwierzęcia,  a bywa, że jednego zielonego kiełka w zasięgu…

Numero uno

Uwielbiam mapy. Papierowe. Nawet teraz, gdy telefony oferują dokładność wskazań podobną do turystycznych odbiorników GPS, a fixa łapią szybciej od nich, gdy niemożliwością jest konkurowanie papieru z mapami wektorowymi  i możliwościami oferowanymi przez aplikacje w rodzaju Locusa przezwanego przez Stanisława w Chinach LostUsem, ja ciągle kupuję papierowe. Ot, na pamiątkę, zamiast ciupagi. Ale w terenie…

Znów nie Lwów

Drugi raz w tym roku, podobnie jak w przypadku Astany,  testowaliśmy nowe połączenie lotnicze. Do Pekinu też polecieliśmy nowo uruchomioną trasą. W nowym roku narodowy przewoźnik zaczął latać do Kazachstanu, a najstarszy istniejący port lotniczy w Polsce dorobił się połączenia do stolicy Ukrainy. Żal nie skorzystać. Chociaż nie wynagrodzi to nijak nieodżałowanych, a dawno skasowanych…

Oko w oko z Sauronem

Podróż pociągiem nie dostarczyła emocji. Z pewnością dlatego, że zdecydowaliśmy się na kupe (czteroosobowy przedział) zamiast osławionej płackarty. Wahaliśmy się, bo Stanisław i Kajetan jeszcze nie mieli przyjemności podróżowania w bezprzedziałowym wagonie sypialnym ale wygrało nasze wygodnictwo. Cena była bez znaczenia, bo różnica wynosiła zaledwie dziesięć złotych. Tempo kolei kazachskich jest zaprawdę szaleńcze. Pięćset kilometrów…

Najbrzydsza stolica na świecie

Noc w jurcie zapamiętamy na długo. W październiku na Islandii, mimo że namiot pokryty był szronem wydawało się, że jest jeśli nie cieplej, to przynajmniej podobnie. Z drugiej strony muszę przyznać, że tam nastawieni byliśmy na arktyczne warunki, a tu przyjechaliśmy na wywczas spodziewając się czterdziestostopniowych upałów. Pierwsze chwile dnia spędziliśmy podziwiając okolicę, stada zwierząt…

Miasto duchów i mogiła Szatana? Niebiańsko!

Około 6:00 wychyliłem głowę z namiotu, a Bezimienny powitał mnie merdaniem ogona. Widoki już poprzedniego dnia były świetne, rankiem okazały się cudne. Nimbusy przewiało albo się wypadały, w porannym złotym świetle okoliczne górskie łąki prezentowały się jeszcze lepiej. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do otwarcia granicy więc postanowiłem się rozejrzeć. Gospodyni w towarzystwie matki albo teściowej…