Podstąpin i Kopanica

Sobotnie plany trafił szlag, a skoro tak, to się wspomnienie niedawnej wycieczki  napatoczyło. Jest taki dowcip z długaśną brodą o pochodzie zmierzającym na stację i zaciekawionym bałerze pytającym o cel podróży: „Wohin? Wohin?”.  W odpowiedzi podanej w niezbyt wyszukany sposób usłyszał, że sąsiedzi się nie wybierają do żadnych Chin ale do Niemiec.  Takoż i nas…

Traktor w kościele

Rozpoczęliśmy przedostatni etap naszej wycieczki po Izraelu i tym samym serię utarczek z nieobecnymi dotąd przeciwnościami losu. Niezbyt uciążliwymi ale jednak przeciwnościami. Jak dotąd, bez nich było nam przyjemniej. A to samoobsługowe przedpłacane dystrybutory na stacji benzynowej wszystkie komunikaty wyświetlały wyłącznie po hebrajsku i nie dopuszczały zmiany języka więc znów wczuć się było trzeba w…

Numero uno

Uwielbiam mapy. Papierowe. Nawet teraz, gdy telefony oferują dokładność wskazań podobną do turystycznych odbiorników GPS, a fixa łapią szybciej od nich, gdy niemożliwością jest konkurowanie papieru z mapami wektorowymi  i możliwościami oferowanymi przez aplikacje w rodzaju Locusa przezwanego przez Stanisława w Chinach LostUsem, ja ciągle kupuję papierowe. Ot, na pamiątkę, zamiast ciupagi. Ale w terenie…

Znów nie Lwów

Drugi raz w tym roku, podobnie jak w przypadku Astany,  testowaliśmy nowe połączenie lotnicze. Do Pekinu też polecieliśmy nowo uruchomioną trasą. W nowym roku narodowy przewoźnik zaczął latać do Kazachstanu, a najstarszy istniejący port lotniczy w Polsce dorobił się połączenia do stolicy Ukrainy. Żal nie skorzystać. Chociaż nie wynagrodzi to nijak nieodżałowanych, a dawno skasowanych…

Biwak pod zielonym niebem

Dostęp do lustra na wygodnym kempingu zaowocował powstaniem dylematu, czy pysk jest taki ogorzały, czy też od gorzały? Ustaliliśmy, że to jednak efekt działania wiatru i niskich temperatur. Obu zjawisk miało nam w rozpoczynającym się dniu nie brakować, wręcz przeciwnie, tym bardziej, że dołączył do nich deszcz momentami padający poziomo. Już po kilku chwilach przekonaliśmy…

Po hun?!

Wyjazd na Kaukaz bez wizyty w Armenii byłby czymś niepełnym. Tak, jak pisałem na początku relacji z Gruzji, właśnie od Hajastanu rozpoczęliśmy poznawanie kaukaskiej krainy i to Armenia skradła Agnieszki i moje serca. Poza tym Stanisław z Kajetanem tyle się od nas na jej temat zachwytów nasłuchali, że chcieli sprawdzić, jak się one mają do rzeczywistości. Mieliśmy też inne…

Ziemia Obiecana — część 3

Jaskinia kiczu Rano wyruszamy w drogę powrotną do Tbilisi. W tę stronę jest szybciej i łatwiej, niekoniecznie przyjemniej, a na pewno nie ciekawiej. Jedziemy przez Kutaisi znanego z lotniska, na które z Polski można się dostać Wizzairem. Czasem za bezcen ale zwykle nie latem, zwłaszcza jeśli chce się zabrać bagaż. W takim przypadku bywa, że wychodzi taniej polecieć z tradycyjnym przewoźnikiem…

Ziemia Obiecana — część 2

Nad Morzem Czarnym Zjazd z przełęczy wcale nie jest łatwiejszy od wjazdu, a pojawienie się asfaltu wcale nie poprawia komfortu ani nie zwiększa tempa podróży. Miejscami jest wręcz odwrotnie. Mgła w końcu ustąpiła, a widoki za oknami samochodzika zmieniają się jak w kalejdoskopie. I są kompletnie od czapy. Raz jest to przepiękna dolina ze wspaniałą górską panoramą…

Ciary na krybunach

W weekend przyszedł mail dotyczący Malty. Nie, nie tej w Poznaniu. Dziwne, prawda? Cóż może być zaskakującego na tej malutkiej śródziemnomorskiej wyspie? Przecież wiadomo o niej wszystko: pije się tam gorzkawe Kinnie i wcina pastizzi (pyszne) albo potrawkę z królika (niesmaczna), w przerwie pomiędzy zajęciami na kursie angielskiego ogląda się sztuczne ognie i luzzu w Marsaxlokk albo imprezuje w…

Sroki są niebieskie

Jak to szło w starej piosence Dwa Plus Jeden? „Pomaluj mój świat na żółto i niebiesko”. Tak właśnie nam pomalowano weekend. Żółtego mamy tu dostatek, że pozwolę sobie na szowinistyczny żarcik niskich lotów, a o niebieskim będzie w dalszej części. Starczy, Strasburger jest tylko jeden. Wyskoczyliśmy do Miasta Wojowników – Xi’an zobaczyć kolejną atrakcję będącą…

Wyjechaliśmy ale zostaliśmy

Tak, tak, znów będzie o weekendzie. Ale wiadomo dlaczego. Jak pisałem mamy już z górki do powrotu więc najwyższa pora zacząć zwiedzać intensywniej. W zeszłym tygodniu wybraliśmy się odwiedzić pandy, teraz też chcieliśmy coś zobaczyć. Zaplanowaliśmy jednodniowy wypad do pobliskiej „sennej mieściny” jaką – jeśli wierzyć opisowi w naszym przewodniku – jest Dazu. Bagatela, dziewięćset…

Niedźwiedzie koty

Odwiedziliśmy Chengdu. Jak już zdążyłem na fejsie anonsować przejażdżka była całkiem przyjemna. Dystans niemal identyczny do odległości dzielącej Poznań od Warszawy przejechaliśmy w półtorej godziny za niespełna 90 złotych. Brzmi jak science fiction. Można zzielenieć z zazdrości. Co prawda trzeba się obyć bez wliczonej w cenę biletu absurdalnej kawy do własnego montażu znanej z IC…