Las trawy

Kilka tygodni w wiecznym hałasie potrafi dać w kość. Opowiadam czasem, że nie mogę się wyprowadzić na żadne suburbia, bo jako zwierzę na wskroś miejskie nie potrafię usnąć jeśli nie słyszę tramwaju, a na przedmieściach ich przecież nie ma. W Chongqing też nie ale tu nawet w środku nocy, pomimo, że sąsiedzi balang nie urządzają…

Kij na małpę

Dwa lata temu rozważaliśmy wycieczkę do Zhangjiajie jednak pomysł porzuciliśmy przede wszystkim z powodu komplikacji komunikacyjnych. Wspominałem i o nich. Nie były to trudności nie do pokonania ale ostatecznie zaważyły prognozy pogody. Te obiecywały warunki podobne do zastanych w Kuangsi więc dość chłodno, wilgotno i z ograniczoną widocznością. Nie może więc dziwić, że zamiast „na…

Bukry bez przepustki

Od południowych obrzeży Grodna bardziej podobało nam się na zachodzie i północy. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od odwiedzenia fortów Twierdzy Grodno. Ostatni bastion… … Imperium Rosyjskiego. Ale dlaczego ostatni? Powód jest prosty, po Grodnie żadnej twierdzy już nie wybudowano. Tak naprawdę nawet grodzieńskiej nie ukończono zanim Imperium się skończyło. Bo chociaż planowano i niezmiennie z mizernym rezultatem…

Hic sunt leones

Czyli postanowione: tego lata zostajemy w Polsce. Ale gdzie konkretnie? Od pewnego czasu nosiłem się z zamiarem wycieczki do wraku Orient Expresu stojącego na podterespolskiej bocznicy. Pociąg kusił już od dawna, a teraz czas zaczął naglić, bo gruchnęło niepokojącymi wieściami. Raz za razem docierały do nas coraz mniej ciekawe informacje. A to, że złomiarze już…

Podstąpin i Kopanica

Sobotnie plany trafił szlag, a skoro tak, to się wspomnienie niedawnej wycieczki  napatoczyło. Jest taki dowcip z długaśną brodą o pochodzie zmierzającym na stację i zaciekawionym bałerze pytającym o cel podróży: „Wohin? Wohin?”.  W odpowiedzi podanej w niezbyt wyszukany sposób usłyszał, że sąsiedzi się nie wybierają do żadnych Chin ale do Niemiec.  Takoż i nas…

Traktor w kościele

Rozpoczęliśmy przedostatni etap naszej wycieczki po Izraelu i tym samym serię utarczek z nieobecnymi dotąd przeciwnościami losu. Niezbyt uciążliwymi ale jednak przeciwnościami. Jak dotąd, bez nich było nam przyjemniej. A to samoobsługowe przedpłacane dystrybutory na stacji benzynowej wszystkie komunikaty wyświetlały wyłącznie po hebrajsku i nie dopuszczały zmiany języka więc znów wczuć się było trzeba w…

Numero uno

Uwielbiam mapy. Papierowe. Nawet teraz, gdy telefony oferują dokładność wskazań podobną do turystycznych odbiorników GPS, a fixa łapią szybciej od nich, gdy niemożliwością jest konkurowanie papieru z mapami wektorowymi  i możliwościami oferowanymi przez aplikacje w rodzaju Locusa przezwanego przez Stanisława w Chinach LostUsem, ja ciągle kupuję papierowe. Ot, na pamiątkę, zamiast ciupagi. Ale w terenie…

Znów nie Lwów

Drugi raz w tym roku, podobnie jak w przypadku Astany,  testowaliśmy nowe połączenie lotnicze. Do Pekinu też polecieliśmy nowo uruchomioną trasą. W nowym roku narodowy przewoźnik zaczął latać do Kazachstanu, a najstarszy istniejący port lotniczy w Polsce dorobił się połączenia do stolicy Ukrainy. Żal nie skorzystać. Chociaż nie wynagrodzi to nijak nieodżałowanych, a dawno skasowanych…

Biwak pod zielonym niebem

Dostęp do lustra na wygodnym kempingu zaowocował powstaniem dylematu, czy pysk jest taki ogorzały, czy też od gorzały? Ustaliliśmy, że to jednak efekt działania wiatru i niskich temperatur. Obu zjawisk miało nam w rozpoczynającym się dniu nie brakować, wręcz przeciwnie, tym bardziej, że dołączył do nich deszcz momentami padający poziomo. Już po kilku chwilach przekonaliśmy…

Po hun?!

Wyjazd na Kaukaz bez wizyty w Armenii byłby czymś niepełnym. Tak, jak pisałem na początku relacji z Gruzji, właśnie od Hajastanu rozpoczęliśmy poznawanie kaukaskiej krainy i to Armenia skradła Agnieszki i moje serca. Poza tym Stanisław z Kajetanem tyle się od nas na jej temat zachwytów nasłuchali, że chcieli sprawdzić, jak się one mają do rzeczywistości. Mieliśmy też inne…

Ziemia Obiecana — część 3

Jaskinia kiczu Rano wyruszamy w drogę powrotną do Tbilisi. W tę stronę jest szybciej i łatwiej, niekoniecznie przyjemniej, a na pewno nie ciekawiej. Jedziemy przez Kutaisi znanego z lotniska, na które z Polski można się dostać Wizzairem. Czasem za bezcen ale zwykle nie latem, zwłaszcza jeśli chce się zabrać bagaż. W takim przypadku bywa, że wychodzi taniej polecieć z tradycyjnym przewoźnikiem…

Ziemia Obiecana — część 2

Nad Morzem Czarnym Zjazd z przełęczy wcale nie jest łatwiejszy od wjazdu, a pojawienie się asfaltu wcale nie poprawia komfortu ani nie zwiększa tempa podróży. Miejscami jest wręcz odwrotnie. Mgła w końcu ustąpiła, a widoki za oknami samochodzika zmieniają się jak w kalejdoskopie. I są kompletnie od czapy. Raz jest to przepiękna dolina ze wspaniałą górską panoramą…